Dwa tygodnie mozolnej pracy, hektolitry wypitej kawy
i kilka chwil, w których się zastanawialiśmy, czy na pewno wiemy, w co się pakujemy.
Tak wyglądało nasze przygotowanie do targów!
Pierwsze projektowanie stoiska – w pocie czoła, z ołówkami w rękach, jak prawdziwi architekci przestrzeni kosmicznej. 
Potem wielka przeprowadzka – zwoziliśmy towar, ustawialiśmy wszystko na półkach z chirurgiczną precyzją
(co oznacza metodę „przesuń o centymetr w lewo… nie, jednak w prawo!”).
Każdy produkt błyszczał, bo polerowaliśmy go z taką troską, że można było się w nim przeglądać! 
A że wiemy, że przez żołądek do serca – specjalnie dla Was krówki "buzio-klejki" 
(tak, były pyszne, i tak, sami też trochę podjadaliśmy
).
Czy było warto?
Oczywiście!
Każdy uśmiech, każda rozmowa i każde „OH!, to jest super, opowiedz mi więcej!” sprawiały, że zapomnieliśmy o wszystkich tych kartonach, które trzeba było przytargać i rozpakować. 
A jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji wpaść na nasze stoisko – spokojnie, mamy jeszcze kilka krówek na dnie torby -. ZAPRASZAMY



